sobota, 8 listopada 2008

LLL: Hiszpańska prasa wrze na temat ocen FourFourTwo

Opisać hiszpańską prasę sportową jako nieobiektywną, to jak oskarżyć Nelsona o posiadanie lekkiego zeza*. Tego nie można nawet nazwać stronniczością.

Wszystko, ale to wszystko, jest widziane w mediach przez bardzo szczególny kalejdoskop w klubowych kolorach; dowody wykręca się, nagina i przekuwa do kształtów pasujących odpowiednim teoriom, a wszystko to doprawiają krzyki pt. „jesteśmy wielcy”, płacz pt. „okradziono nas” i puszenie się pt. „wszyscy inni są beznadziejni”.

Co gorsza, wszystko to jest oznajmiane tonem niemniej patetycznym, niż prawdy boskie objawione w Ewangelii (chociaż La Liga Loca, jako wojujący ateiści, nie są pewni czy powinni używać takich sformułowań). Kolejny dowód na to, że Real jest wielki, a Barça do dupy i vice versa.

I biada tym, którzy się z mediami nie zgadzają! Oszuści i kłamcy, spiskowcy i szemrane typy, wszędzie ich pełno! Co macie na myśli mówiąc, że świat nie jest płaski, a Guti nie jest wielki? Wiedźma! Spalić heretyka! Świat nie kręci się wokół Słońca, kręci się wokół Leo Messiego!

"Żadnego z nas nie ma w Top 10?! GIŃCIE NIEWIERNI..."

Nawet jeżeli sprawa nie ma nic wspólnego z Realem lub Barçą, na pewno w istocie dotyczy Realu i Barçy. I nawet jeśli jest to drużyna narodowa. Istniały pogłoski, że selekcjonerzy zgodnie powoływali tę samą liczbę graczy obu klubów tylko po to, aby uniknąć problemów (teraz po prostu biorą ich z Liverpoolu).

Wspaniały start Hiszpanii w MŚ 2006 miał miejsce, mówi Sport, tylko dzięki zaadoptowaniu "modelu Barcelony", MŚ 2002 był, wg AS-a, "turniejem Realu" (LLL nie żałuje wyciągnięcia z mroków archiwum tej wybitnej perełki).

"Mistrzostwa Świata uwiodły nas Białą Magią" - bełkotał Tomás Roncero na krótko przed tym, jak wszystko posypało się w Korei i Japonii. Real objął kontrolę nad Fevernovą** i krainą kreskówek fantasy. Mistrzostwa Świata mają biały kolor dzięki Realowi Madryt, którego legenda przerosła już nawet ten osławiony finał w Glasgow***. Maszyna nigdy sie nie zatrzymuje. Raul, el Moro i Hierro zdobywając pięć goli pokazują jak dumni są ci Trzej Muszkieterowie mogąc bronić dumy narodowej.

"To oczywiste, że gra Francji nie istnieje bez Zidane'a" - kontynuuje Roncero, a mężczyźni w białych płaszczach wciągają Francuza na tył wygłuszonego vana. "Figo jest kontuzjowany i Portugalia odpada. W międzyczasie Roberto Carlos strzela gole i bryka jak króliczek Duracell. Później kolej na Geremiego, który pogrzebie [naprawdę Tomás? Naprawdę? - LLL] Olivera Kahna. O święta anielciu! Świat korzy się przed Białym Księciem!".

Roncero rozumie oczywiście słowo "świat" jako "ja". Nie zmienia to faktu, że nawet jeśli Tomás jest najbardziej obłąkanym z obłąkanych, nie jest samotny - znowu możemy się o tym przekonać. Szczególnie jeśli w grę wchodzą nagrody za ten sezon.

Zastrzeżenie: nie mówimy tutaj o trofeum Alfredo Di Stéfano dla Hiszpańskiego Gracza Roku (jako, że dostał ją hiszpański gracz Realu, którego imię zaczyna sie na R. Dla ułatwienia dodamy, że nie jest to Robino, Ruud czy też, powiedzmy, Royston). O nie. Mówimy o największych nagrodach - FIFA World Player Award i przede wszystkim o Złotej Piłce - trofeum, które w opinii madryckiej prasy knypek Owen ukradł Raulowi w 2002 r.



Knypek Mikey Owen na zdjęciu z pucharem, który ukradł Raúlowi


Pomińmy fakt, że Cristiano Ronaldo wygra obie te nagrody, albo że teraz z pełną parą prowadzi jak-zwykle-skromną kampanię w światowych mediach upewniając się, że je wygra. Wiadomo, komu naprawdę się one należą, a jeśli chodzi o selección to wszyscy musimy (czyżby?) się zjednoczyć.

Złotą Piłkę musi dostać nasz. A ktokolwiek twierdzi inaczej zasługuje na chłostę i spalenie. Ewentualnie wrzucenie do rzeki celem sprawdzenia, czy wypłynie.

Marca i AS uważają, że Casillas powinien ją wygrać. Nie uważają, nalegają. W końcu jako kapitan poprowadził Real w lidze, a Hiszpanię na Euro. Nawet jeśli podczas całego turnieju - z wyjątkiem karnych - nie miał wiele do roboty.

Sport i El Mundo Deportivo uznali, że Piłka powinna powędrować do najlepszego zawodnika turnieju, Xaviego. Nawet jeśli jego sezon klubowy można nazwać małą katastrofą. Wspominają też o Leo Messim, nawet jeśli - z całym szacunkiem dla jego geniuszu - cały ten jego sezon był średnio udany, nie wspominając już o kontuzjach itp.

Później zaczęli narzekać, że na liście nie ma Andrésa Iniesty. Analogicznie, w Madrycie nie narzekają, że jest na niej Sergio Ramos - jedyne hiszpańskie rozczarowanie na Euro.

Co ciekawe, nikt nie wsparł Davida Villi, który był przecież królem strzelców Mistrzostw Europy. Lub też Marcosa Senny (faworyta brzydszej części La Liga Loca), chociaż doprowadził on Villareal do pierwszego wicemistrzostwa w historii, miał najlepszą średnią ocen w lidze i był, w skromnej opinii LLL, najlepszym graczem na Euro. Lub też Cesca Fabregasa, który grał świetnie na Euro i był liderem Arsenalu. Albo też Fernando Torresa, który trafił 33 gole w swoim debiucie w Anglii, co uczyniło go najlepszym zagranicznym napastnikiem w historii.

Czy to nie są przypadkiem Hiszpanie? Tak (poza Senną oczywiście). Ale są Hiszpanie i jest Barcelona + Real. Nic dziwnego, że Torres narzekał na podkręcanie kampanii. Bo kampania była. I toczy się nadal.

W takiej sytuacji żadnym zaskoczeniem nie jest fakt, że Sport – któremu łaskawie odpuścimy za nazwanie FourFourTwo 'wyśmienitym' – podniósł listę stu najlepszych piłkarzy świata**** tylko po to, aby zauważyć, że Leo Messi jest na pozycji nr 2. Czyli wyżej niż jakikolwiek gracz Madrytu.

A to dopiero początek. Tak, drodzy czytelnicy, podrzućcie listę FourFourTwo tu i tam, już nawet nie zwracając uwagi na zastrzeżenia LLL (Ferdinand na 9., a Pepe na 61., też się uśmialiście? Naprawdę nie myśleliście o uwzględnieniu Fernando Gago?! Senna dopiero trzydziesty?! I jak Diarra może być wyżej niż Pires?). Po prostu poczekajcie aż hiszpańskie media, od Marki do AS-a, od MD do El País, wezmą na rozkład tę najbardziej wyczerpującą listę świata i kompletnie oszaleją.

Ferdinand numerem 9?! Chyba żartujecie...

Jak to – Agüero wyżej niz ktokolwiek z Realu? Jak Real może mieć dwunastu – dwunastu! - piłkarzy a Barcelona tylko siedmiu? Ruud wyżej niż Eto'o? Więcej Włochów, niż Hiszpanów? Żartujecie (tak właściwie to Joaquína nie ma na niej w ogóle)!

Higuaín na 86.? Raúl na 56.? Ależ on jest Królem! I jak śmiecie w ogóle uwzględniać tych śmiesznych piłkarzy z Valencii, Sevilli, Atlético i tym podobnych? Oj, oj, oj. Dalej, przyznajcie się – kto wam płaci?!

Uważajcie, ludziska! Zaryglujcie drzwi. Płonące stosy i widły nadciągają zza wzgórza!

___________________________

* chodzi o admirała Nelsona, który stracił oko ;)

** Fevernova - oficjalna piłka na MŚ 2002

*** Finał LM wygrany w Glasgow przez Real z Leverkusen.

**** http://fourfourtwo.com/news/england/19807/default.aspx

piątek, 7 listopada 2008

LLL: Hiszpania wie, kto maczał palce w dramacie na Anfield

Kiedy Martin Hansson – albo też „Szwed”, jakby jego narodowość miała coś do rzeczy – gwizdnął karnego przeciwko Atlético, La Liga loca miała dziwne przeczucie, że ta decyzja będzie w Hiszpanii równie popularna, co Lewis Hamilton.

„Wydaje się, że Platini i spółka będą spędzali ten tydzień na forach poświęconych różnego rodzaju spiskom”, westchnął zniechęcony i podłamany Iñaki Díaz-Guerra w „AS-ie”.

A po krótkim zerknięciu na królestwo szalonych, krainę gburów, siedzibę zdezorientowanych i dotkniętych – zwaną także „Marką” - staje się jasne, że gazeta dostrzegła we wtorkowej potwarzy na Anfield delikatny dotyk pewnego Francuza.

„Kolejne złodziejstwo Platiniego”, krzyczy pierwsza strona „Marki”. „Bez Torresa, bez Agüero, bez hańby!”, brzmiał pomeczowy raport. „Chociaż Atlético zostało okradzione, jego piłkarze mogą dumnie unieść głowy”, wyjaśnia się na łamach gazety chociaż raz nie wspominając o skądinąd niefortunnej i podejrzanej reputacji gospodarzy z Anfield.

„Patrz! Siedzi z Calderónem! To dowód!”

Całe Atlético biega jak opętane. „Najpierw zamykają nam Calderón, później zabierają trenera na dwa mecze, a teraz gwiżdżą karnego z kapelusza”, grzmi wychudzony Francisco Pernia (jego drobne na lunch pewnie podwędził Maniche).

W tej sytuacji nawet Steven Gerrard wyraził swoje współczucie. „Gdyby chodziło o nas, to my bylibyśmy sini z gniewu”, powiedział kapitan The Reds w bardzo spóźnionym wyrazie szczerości.

Także Barcelona wyszła z potyczki przeciwko Basel z zaledwie jednym punktem. I ponownie ten wynik wydobył wszystko, co najgorsze z katalońskich ćpunów, jak „Mundo Deportivo”, czy też „Sport”. Nawiasem mówiąc, ten ostatni obiecując zwycięstwo przeprowadził we wtorek kampanię mającą przyciągnąć widzów na stadion.

„To powinna być nauczka”, napisał Lluís Mascaro z zadowoleniem na twarzy odkręcając kota ogonem. „Nie ma czegoś takiego, jak mizerny przeciwnik”. Pomijając drobny fakt, że jest to przekaz, który Pep Guardiola i Joan Laporta starali się nadać światu kiedy to te pacany z lokalnej prasy były zajęte wymyślaniem kolejnych wspaniałych nazw dla ich – obecnie upadłych – aniołów.

„Pomyłka z Basel. Jak jest po katalońsku "pyszałkowatość"?”

Jeśli zaś chodzi o debilizm zawodowy to Ramon Calderón odpił piłeczkę w ping-pongowym meczu paranoików, który to napuszony prezydent toczy z Laportą. Będąc zmuszonym do delikatnego wyciszenia i ciepłej kąpieli po publicznym załamaniu nerwowym jakie przeszedł w ostatni czwartek, Calderón udał się do radia, aby kontynuować swoją coraz bardziej dziecinną, ale też niesamowicie pocieszną wojenkę z sir Alexem Fergusonem. Wojenkę, w której może być tylko jeden – szkocki – zwycięzca.

„On jest trochę zazdrosny o te dziewięć Pucharów Europy, które my wygraliśmy”, chwalił się Calderón rozciągając słowo „my” do nieskończoności. „Widzi, że puchary nie powędrowały do niego i nie będzie miał już czasu żeby je zdobyć”, kontynuował bredzący Ramon.

Zaraz później, najważniejszy człowiek Realu skupił się na swoim arcy-przeciwniku, Florentino Perezie – człowieku mającym podobno wrócić do zabawy na koszt Zamku Szarej Czaszki. „To jest człowiek, który porzucił klub, to przez niego mieliśmy czterech prezydentów przez sześć miesięcy!”, klnął Calderón.

Oczywiście obecny zarządca nigdy by nie popełnił czegoś tak pochopnego. No, może poza zwolnieniem trenera, który zdobył mistrzostwo. No i poza pozbyciem się Beckhama z klubu. No i jeszcze... albo też....i....



środa, 5 listopada 2008

Co w trawie piszczy =] (odc. 1)

Rubryczka z ciekawostkami. Na pierwszy ogień wiadomość z ukochanego przez wszystkich fanów piłki Onetu:

Orangutan najlepszym ekspertem piłkarskim

Wśród piłkarskich ekspertów norweskich gazet, radia i telewizji typujących kolejność w tabeli po każdej kolejce rozgrywek norweskiej ligi najlepszym po 25 kolejkach był anonimowy obstawiacz, który okazał się... orangutanem.
Orangutan "Sol" (Słońce) mieszka w ogrodzie zoologicznym w Kristiansand.

- Sol jest bardzo wesoła i lubi przebywać z ludźmi. Zauważyliśmy że bardzo lubi oglądać mecze w telewizji i kiedyś, oceniając typy komentatorów, napisaliśmy na bananach nazwy klubów. Przed każdą kolejką Sol ustawiała je w kolejności, która raz po raz okazywała się trafna - powiedział opiekun orangutana Olav Asland.

Konkurencja polegała na obstawieniu przed każda kolejką trzech najlepszych i trzech ostatnich miejsc w tabeli po jej zakończeniu. Orangutan uzyskał ogromną przewagę m.in dwukrotną ilość punktów w stosunku do typów najbardziej renomowanych dziennikarzy telewizyjnych.

- Sol uwielbia słuchać radia, które jest włączone w jej pomieszczeniu przez całą dobę. Wygląda na to że zapamiętuje nazwy klubów, które pojawiają się we wiadomościach i transmisjach sportowych. W każdym razie jest dowodem na to, że najlepszej ekspertyzy nie uzyskuję się zawsze od najbardziej znanych ekspertów - wyjaśnił Asland.

Już w połowie rozgrywek orangutana zidentyfikował dziennik Dagbladet lecz zachował tajemnicę do końca, nie informując nawet dziennikarzy swojej redakcji sportowej. Przed każdą kolejka typy orangutana były fotografowane i dokumentowane. - Okazało się, że nawet nasi dziennikarze uzyskiwali poniżej 50 procent trafnych typów w porównaniu z Sol - napisał dziennik, który ufundował też nagrodę dla zwycięzcy, butelkę bezalkoholowego likieru bananowego.

Z dedykacją dla naszych 'ekspertów' d : - )

Co do wczorajszego nurkowania Najświętszego Gerrarda, świetny filmik:



Panie Stefanie, ładnie to tak? Swoją drogą przypomniał mi się chyba najżałosniejszy popis boiskowego aktorstwa. Przed Państwem Rivaldo:



Ach, wspomnień czar.

wtorek, 4 listopada 2008

LLL: “Wspieraj nas albo spłoń!” - mówi Laporta.

Ostatniego czwartku stuknięty prezydent Barcelony, Joan ‘Joan’ Laporta, stoczył się ze swojego tronu w najodleglejszy zakątek Królestwa Katalonii.

Biedny Joan nie był szczęśliwy.

Naciskając spust swojego cyfrowego laseru śmierci chichotał wspominając z upodobaniem te wspaniałe chwile, w których bombardował agenta Ronaldinho ogniem krytyki albo wyciągał za kaucją Oleguera po jego kolejnej barowej burdzie.

Wtedy jednak uśmiech zniknął z jego twarzy. Laporta wiedział, że czegoś brakuje w jego życiu.

Barcelońska gruba ryba popadła w stan jeszcze większej melancholii kiedy na jego gigantycznym plazmowym ekranie pojawiła się szara, niewyspana i spocona twarz Ramona Calderóna.

“Mafia! Spisek! Żmije! Aaarrrggggghhhh!”, krzyczał jego madrycki adwersarz podczas jednej z najdziwniejszych konferencji prasowych od czasów paplaniny Miguela Angela Lotiny po katastrofie Deportivo. “Może i ukradłeś mi dwa ostatnie tytuły mistrzowskie, ale nie odbierzesz mi roli największego paranoika wśród prezydentów La Liga!”, wrzeszczał Laporta ciskając swą koronę w dziesięciometrowy ekran.


"Prezydent i Król. Nie pytajcie."


Jako, że na boiskach piłkarskich wszystko szło jego drużynie jak z płatka, Laporta musiał coś wymyślić. I to szybko. Tak więc w poniedziałek Joan wystąpił przed mediami aby oświadczyć, że dziennikarskie sługusy Realu przeprowadzają własny spisek. Narzekając na katalońskich sędziów mają na celu wybicie Barcelony z dobrego rytmu.

“To normalne, że kiedy nam idzie niektórzy próbują nas zdestabilizować”, oświadczył Laporta komentując te ohydne nagłówki w Marce twierdzące, że “Dream Team powraca”, czy też złowieszczy dodatek niedzielny głoszący “W tym sezonie Barcelona jest drużyną bez konkurencji w którychkolwiek z rozgrywek”.

Laporta uznał także nagranie Messiego plującego ostatniej soboty w kierunku Dudy, jako kolejny dowód na to, jak bardzo rozbici i wstrząśnięci są ci z Zamku Szarej Czaszki. Blog uważa, że jeśli nie można już sobie solidnie charchnąć na boisku piłkarskim to coś z tym światem jest nie tak. Natomiast ta szczególna lokomotywa kontrowersji zdaje się mieć powody do zatrzymania raptem kilka metrów za stacją początkową. To coś w stylu barcelońskiego metra.

Mundo Deportivo poparło na piśmie ostatnią tyradę Laporty poprzez Franceska Aguilara pytającego retorycznie: “Czy ludzie naprawdę aż tak boją się Barçy Guardioli?”. Jednakże jego opiniotwórczy współsprawca przestępstwa, Santi Nolla wytoczył wszystkie katalońskiego działa uznając, że Barcelona rządzi obecnie nie jedną, a trzema ligami. “W Europie jest jeszcze dwóch liderów”, pisze Santi popijając przy tym prawdopodobnie terpentynę. “W Anglii mamy Chelsea Deco, a we Włoszech Milan Ronaldinho”.



"Będziesz nas wspierał. Będziesz nas wspierał. Będziesz..."

'Sport' skupia się na namówieniu leniwych i kochających wygodne fotele fanów Barcelony do przyjścia na wtorkową potyczkę Ligi Mistrzów z Basel na Camp Nou.

Aby to osiągnąć, stworzyli zgrabny pięciopunktowy plan pt. "Dlaczego fajnie jest spędzić wieczór moknąc przez dwie godziny":

1) Zobaczysz jak Twoja drużyna awansuje do następnej fazy.
2) Masz szansę obejrzeć kolejne lanie spuszczone piłkarskim kelnerom.
3) Zareagujesz na dobrą robotę wykonaną przez Guardiolę.
4) Pomożesz drużynie podtrzymać dobrą passę.
5) Joan Laporta wie, gdzie mieszkasz i zniszczy Ci dom za pomocą swojego cyfrowego lasera śmierci.

Przynajmniej jeden z tych punktów jest chyba wystarczającą zachętą.

Co za gol =] (cz. 1)

Tutaj trochę o najciekawszych golach z boisk Europy i reszty świata. Na pierwszy ogień strzał życia nieznanego mi bliżej Remiego Merevala z meczu FC Nantes - Olympique de Marseille.





A na deser dwie urodziwe bramki Xaviego z meczu przeciwko Maladze.



poniedziałek, 3 listopada 2008

LLL: Dzień na plus, dzień na minus – kolejka 9.

DZIEŃ NA PLUS

Sporting

Właśnie dlatego zamysł władz La Liga, aby każdy grał z Sevillą, Barceloną, Realem Madryt i Villareal mecz po meczu jest najbardziej absurdalnym pomysłem w futbolu od czasów Christopha Metzeldera.

Wcześniej tego sezonu Sporting był rozmazywany na przednich szybach najlepszych klubów La Liga - a także Realu Madryt - w każdej kolejnej kolejce i niewiele zapowiadało ich świetlaną przyszłość. Teraz grając z drużynami o trochę skromniejszych zasobach odnieśli cztery zwycięstwa na cztery możliwe.

Ktokolwiek wymyślił ten obłęd powinien oglądać Telecinco przez tydzień. Do tych czytelników, którzy nie mieszkają w Hiszpanii - jest to kara, której nie wymyśliłby sam Dick Cheney w swoich najgorszych fantazjach.

Pep Guardiola

“Mecz prawdy”, określił Pep Guardiola w piątek wyprawę Barcy na południe celem zmierzenia się jednocześnie z będącą w formie Málagą i tropikalną burzą. Jak się okazało, Barcelona wygrała na obu frontach.

To był dobry weekend dla Pepa: także w Formule 1 doczekał się wyniku, jakiego pragnął. “On jest fanem Realu, prawda?”, odpowiedział spytany o jego opinię co do Fernando Alonso. “W takim razie niech wygra Hamilton”, ogłosił Pep. Żartobliwie oczywiście.

Atlético Madryt

Nawet jak na ich chore standardy, październik był szalonym miesiącem dla Atlético. Dostali lanie od Barcelony i Realu, ledwo obronili się przed Villareal, a także dostali srogo po tyłku od UEFA.

Jednakże nowy miesiąc, powrót Kuna Agüero do formy po delikatnym dołku i wygrana 2-0 z solidną Mallorką zastaje jadące na Anfield Atlético w lepszych nastrojach.

“Dwumeczowy odpoczynek był dla Agüero jak miesiąc na Seszelach”, pisze Iñaki Díaz-Guerra w AS-ie o małym terroryście, który zdobył dwa gole. Świetna metafora, jeśli się ją rozumie.



Seszele. Agüero nie uwzględniony na zdjęciu.


Mohammed Tchité

Ręka do góry kto przewidział wygraną 4-2 Racingu z Valencią na Mestalla. Serio? Kłamca, kłamca!

A wszystko dzięki jednemu z najbardziej zaskakujących hat-tricków w historii piłki dokonanemu przez Tchité. Pierwsza porażka w tym sezonie dla Unai Emery'ego przesunęła go na silne prowadzenie w konkursie 'Kogo zwolnimy najpierw?'

Getafe

La Liga Loca bardzo lubi Getafe, może trochę mniej w tym sezonie ze względu ten odpychający futbol, jaki prezentują pod wodzą Victor Muñoza. Jednakże nie ma bata, że są oni siódmą drużyną w Hiszpanii! A tak twierdzi obecna ligowa tabela.

Różnica w bramkach Getafe wynosi zaledwie +1 po dziewięciu kolejkach i bardzo możliwe, że zostanie na tym poziomie do końca sezonu. Drużyna tylko dwa razy strzeliła więcej niż jedną bramkę w meczu.

Espanyol

Athletic Bilbao 1-4 Villarreal! Malaga 1-4 Barcelona! Valencia 2-4 Racing Santander! Valladolid 3-2 Sevilla! No i... hm... Espanyol 1-0 Osasuna.

Oto, co pisze nam Paul z Barcelony* na temat Raula Tamudo pudłującego swojego 11-tego karnego w karierze:

“Bardzo kiepski dzień. Kiepska pogoda, kiepskie boisko, kiepska forma i dwunastu koleżków o imieniu Patxi (czy to nie śmieszne?) dopingujących swoją drużynę. Okropny dzień w Barcelonie, ostro padało. Chociaż, ku mojemu zdziwieniu, przestało przed pierwszym gwizdkiem.

Pierwszy incydent to rzut karny. To była ewidentna jedenastka (fani Barçy mogą tutaj użyć słownika). Tamudo kontynuuje swoją beznadziejną serię spudłowanych karnych puszczając piłkę obok. Powiedzmy tylko, że gdyby to Tamudo strzelał do Johna Lenonna, ten nadal by żył. Obie strony stwarzały sobie sytuacje, Osasuna bardziej z przypadku niż z rozmysłem.

Druga połowa nabrała kolorów po strzeleniu gola, Espanyol miał też swoje szanse na podwyższenie rezultatu. Kameni spanikował przy kilku dośrodkowaniach i nawet po wprowadzeniu EL RIFLE** (dziwne - żeby strzelał), wynik nie był zagrożony.

Uwagi:
1) Fantastyczne odbiory Camacho i Pandianiego - zasłużyli.
2) Osasunie brakowało siły fizycznej. Rzadko spotykany zwrot. Coś jak "Karny przeciwko Barçy".
3) Tamudo pudłuje 40 proc. karnych. Luis Garcia trafia 7 na 7. Idiotyzm.
4) Trudne warunki gry były jeszcze bardziej podkreślone przez sędziego, który starał się stosować przywilej korzyści nie mając pojęcia, na czym on polega”.

Valladolid

Po zniknięciu z radarów bloga na sporą część sezonu, Valladolid dokonało czegoś dość ciekawego wygrywając przegrany już mecz z Sevillą.

Deportivo

Generalna opinia hiszpańskiej prasy o Deportivo po niedzielnej wygranej 3-0 z Betisem to "farciarze".

DZIEŃ NA MINUS

Athletic Bilbao

Jest i druga przyczyna dla której ten, kto ustawił obecny terminarz spotkań powinien zostać zesłany za karę do jury programu 'Czynnik X'.*** Athletic Bilbao byli faktycznie kiepscy przeciwko Sevilli, ale też zdeterminowani przeciwko Barcelonie, pechowi przeciwko Realowi na Bernabeu i lepsi w pierwszej połowie przeciwko Villareal. Jednak nie za bardzo mają się czym pochwalić poza pięcioma porażkami z rzędu.

Jeżeli władze klubu myślą logicznie, oprą się pokusie zwolnienia Joaquína Caparrósa, jako że jest najlepszym trenerem jakiego mogą mieć na tę chwilę. “Jestem niepoprawnym optymistą”, powiedział wódz Bilbao w sobotę. Przez następne kilka tygodni nie będzie miał wyboru.

Numancia, Osasuna

Ciężko jest być optymistą, jeśli chodzi o szanse na utrzymanie obydwu klubów. Spadek tego pierwszego spowoduje u bloga co najwyżej wzruszenie ramion, chociaż nie można im odmówić piknej**** nazwy. Jednakże relegacja Osasuny oznacza pozbawienie Hiszpanii jednej z najciekawiej brzydko grających drużyn. Miejmy nadzieję, że Recreativo wyciągnie pomocną dłoń w stronę Osy utrzymując swoje 18-te miejsce.

Luis Fabiano

Majstersztyk w wykonaniu strzelca Sevilli, który dostał jedną żółtą kartkę za grę na czas i drugą za dramatyczny upadek w polu karnym.


"Sędziooooooooooooooo! Ał."

Betis

“To było jak dwa mecze”, westchnął Paco Chaparro nad swoją, mimo wszystko zaskakującą porażką 3-0 z Depor. Mówiąc językiem cytatów, Betis jest konsekwentny w swojej niekonsekwencji i gra lepiej niżby to sugerowało ich 16-te miejsce. Nawet jeśli nie mogą tego udowodnić. Utrata Edu na kolejne półtora miesiąca też nie pomoże ich sprawie za bardzo.

Real Madryt

Samo oglądanie meczu było wystarczająco nudne, nie mówiąc już o pisaniu o nim. Wiadomość dla Marki: strzelenie gola nie znaczy, że Raul zasłużył na dwa punkty w waszej skali ocen. Poza główką, nie zrobił absolutnie nic.

__________________________

*Paul z Barcelony - często cytowany na łamach bloga czytelnik nie wyróżniający się niczym szczególnym poza chorobliwą obsesją na punkcie Barcy.
** EL RIFLE - Walter Pandiani
*** Czynnik X - X Factor. Coś jak 'Idol'.
**** Purty - ot, taki regionalizm

LLL: Może jednak ten Calderón nie jest wcale taki zły?

Jednym z czynników spajających Real Madryt, Athletic Bilbao i Barcelonę - poza wiecznie urażonymi fanami - jest ich prezydencki system zarządzania.

Regularnie co kilka lat w życiu tych demokratycznych kaganków oświaty, statuty klubów - a w niektórych przypadkach prokuratorzy* - domagają się wyborów. Wtedy też członkowie niechętnie głosują na jednego z kilku ubranych w garnitury prawników w średnim wieku serwujących im szwedzki stół obietnic, które złamią w przyszłości.

W niektórych przypadkach może to wyjść klubowi na dobre. ‘Socios’ Athletic Bilbao wybrali Fernando Garcíę Macau, ubranego w garnitur prawnika w średnim wieku, który zdaje się mieć na sercu chwalebne tradycje drużyny, jednocześnie próbując przetrwać w bezlitosnym świecie nowoczesnego futbolu.

W innych przypadkach jednak, może doprowadzić to do wstydu i zażenowania, tak jak miało to miejsce chociażby podczas bardzo zajmujących wyborów na prezydenta Madrytu dwa lata temu. W programie mieliśmy m.in. interwencję prokuratorów, wizyty policji na Bernabeu, ukryte kamery w stylu 'Superwizjera' filmujące fałszowanie głosów, a także serię aresztowań.

Zwycięzcą, w 10-cioprocentowym rozumieniu tego słowa, został 'blog superstar' Ramón Calderón, ubrany w garnitur prawnik w srednim wieku, który akurat przypadkowo miał te 40 milionów euro wymaganego depozytu - cóż za pięknie demokratyczna i egalitarna tradycja - oraz swoją własną firmę prawniczą, która pomogła mu ukończyć bieg po stołek na pierwszym miejscu.



Oprócz tronu inkrustowanego szlachetnymi kamieniami, Calderón dostał w swoje ręce nie tylko joystick jednego z największych klubów piłkarskich, ale też szansę na wypromowanie się podczas czteroletniego pontyfikatu.

Ciężko przeżyć tydzień bez prezydenta Realu Madryt wyprawiającego się do którejś z luksusowych lokalizacji w celu promowania interesów klubu, lub też - jak mówią niektórzy co bardziej cyniczni, a La Liga Loca z pewnością się do nich nie zalicza - promowania interesów Ramona Calderóna.

W ten weekend, madrycki magnat wygłosił mowę na konferencji w Londynie zorganizowanej przez 'The Economist', następnie powrócił do Madrytu aby pozrzędzić na temat sędziowskiego spisku. W poniedziałek Calderón był w Izraelu na dziesiątym corocznym spotkaniu organizacji 'Szymon Peres dla Pokoju'.

Globtroter Ramón wróci do kampanii w 2010 r., ale musi przedtem udowodnić, że wytrzyma kolejne cztery lata lunchów w Londynie i tapas w Tel Avivie.

Podczas gdy 'Sport' upiera się, że Florentino Perez powraca do sportowego biznesu - nie mając na to chociażby skrawka dowodu - jeden człowiek wzniósł rękę w powietrze żeby stwierdzić: "Tak, jestem łamiącym obietnice, samolubnym, żądnym władzy gburem z szemraną przeszłością biznesową mającym desperacką potrzebę bycia słuchanym przez miliony" - wszystkie potrzebne wymagania, aby zostać tuzem na Bernabeu.

Co bardziej bystrzy czytelnicy zapamiętali nazwisko Juana Villalongi w kontekście Valencii. Latem był on prezydentem/prezesem klubu - jego stanowiska nie określono dokładnie - przez 16 dni zanim nie został wylany przez Juana Solera po tym, jak określił klub jako spłukany i na krawędzi upadku.

“Stworzył w mediach klimat oszczerstw, fałszywych obietnic i demagogii”, stwierdza oficjalny komunikat klubu, niemalże z podziwem.



Za odprawę szacowaną na 10 milionów euro, którą otrzymał za ciężkie dwa i pół tygodnia pracy, Villalonga miał planować zwolnienie Unai Emery'ego i zatrudnienie Luisa Aragonésa.

W kolejnych wywiadach, Villalonga twierdził także, że to on zablokował sprzedaż Silvy do Realu Madryt, a także pomógł w negocjacjach zakończonych oddaniem Robinho do Manchesteru City.

Zadeklarował też, że będzie się bacznie przyglądał klubowi z Valencii, domniemywa się także jakoby miał planować powrót do klubu z ofertą kupna opiewającą na 75,7 mln euro.

“Nigdy nie porzucę moich starań i zawsze będę dążył do uzyskania pozycji, którą przewidziała dla mnie historia”, powiedział były szef Telefoniki, brzmiąc oczywiście całkiem normalnie.

Po tym, jak szybko znudził się tą szczególną obietnicą, Villalonga przeżył krótki romans z Getafe ale ostatniego tygodnia oświadczył w radio, że posadą której naprawdę, naprawdę, naprawdę pragnie to prezydencja w Realu Madryt.

Villalonga odpowiedział na celną uwagę, dlaczego ktoś marzący o byciu prezydentem Valencii chciałby podbić Zamek Szarej Czaszki: "Real Madryt jest pierwszym zespołem w moim sercu, moim drugim jest Valencia," upierał się socio nr 15940 i ktoś, kto wg El Pais próbował kupić Liverpool w 2006 r.

A co jeśli chodzi o jego styl przywództwa? “Modelem do naśladowania jest Florentino Perez”, powiedział Villalonga zachowując kamienną twarz. “On jest punktem odniesienia”.

Od strony ekonomicznej Villalonga obiecał podwoić dochody klubu i zarządzać nim tak, jak międzynarodowym koncernem. Być może w ten sam sposób jak Telefoniką, firmą z której odszedł po oskarżeniach o 'insider trading'.

Villalonga stwierdził również, że wystarczy mu 10 minut, aby przekonać Zidane'a do pokierowania szkółką juniorów Realu, a ponadto, że “Messi, Cristiano Ronaldo i Kaká to gracze, którzy powinni od zawsze grać dla Realu Madryt”.

Teoretycznie spełnia on więc wszystkie wymagania wyszczególnione powyżej - narcyz z pragnieniem bycia w centrum uwagi (Liverpool, Valencia, Getafe), kompletnym brakiem zrozumienia futbolu (uwielbienie Florentino Pereza, nieumiejętność pogodzenia się z faktem, że nikt już nie chce grać dla Realu), ciemne interesy w przeszłości, a także spora wprawa w niedotrzymywaniu obietnic.

Pytanie do fanów Realu - może jednak ten Calderón nie jest wcale taki zły..?

LLL: Dzień na plus, dzień na minus - kolejka 8.

DZIEŃ NA PLUS



Barcelona

To był dopiero cholernie dobry futbol. Biedna Almería miała szanse mniejsze niż burger w lodówce Maniche'a na wytrzymanie lania, który sprawił im przeciwnik. Była zagubiona i zamroczona ciągłym szturchaniem Barçy.

Najważniejszym teraz zadaniem dla duetu Laporta / Pep jest uspokojenie nadmiernie rozbudzonych apetytów lokalnej prasy. Nie będzie to łatwe, gdyż Mundo Deportivo i Sport wydają się wpadać w piłkarski szał, w przypadku jednego autora - dosłownie i w przenośni.

“To była 45-minutowa orgia goli... futbolowy orgazm,” wytrysnął (to chyba dobre słowo) Josep Gonzalez w poniedziałkowym wydaniu Sportu - gazety, która pochwaliła “Drużynę Mistrzów” na pierwszej stronie.

“Jak uczy nas doświadczenie, nie możemy nadmiernie sobie ufać”, powiedział prezydent Barcelony w niedzielę, na próżno próbując stonować obecną histerię. “Nie ma co świętować, bo nic jeszcze nie wygraliśmy”, dodał Laporta.

Málaga, Numancia, Sporting

Dziewięć punktów na dziewięć możliwych dla pierwszoligowych świeżaków, do tego Málaga i ich sensacyjna forma. Tytani Antonio Tapii wygrali cztery mecze z rzędu i podkreślili swoją zabójczą serię imponującym wyjazdowym zwycięstwem 1-0 nad Sevillą.

Unai Emery

Remis 1-1 z fatalnym Recreativo to nie jest wynik, który mógłby sprawić, że na twarzy managera Valencii zagości uśmiech (tym bardziej, że nie jest to ogólnie łatwe zadanie), ale bezcenny punkt utrzymuje Valencię na czele stawki ligowej i pozwala im cieszyć się z najlepszego startu w swojej historii.

Gonzalo Higuaín

Hm, La Liga Loca nie jest pewna, czy nie przeniosła się do jakiegoś równoległego wymiaru podczas niedzielnego wieczoru. Niby jest to możliwe bo widzieliśmy autentycznego zombiaka w drodze na stadion, ale było na Bernabeu coś, co przypominało podczas meczu z Athletic prawdziwą atmosferę meczową.

Wizyta Basków zawsze wydobywa to, co najlepsze z fanów gospodarzy. Szczególnie Ultras, którzy maja okazję do powymachiwania hiszpańską flagą i pośpiewania ‘Viva España'.

Na całym stadionie dało się się usłyszeć obelgi nie do powtórzenia i różne obraźliwe gesty skierowane w kierunku fanów przyjezdnych. Ci z kolei przygotowali swoje i nie wahali się ich użyć.

Zalety meczu zostały jednak przyćmione przez kolejne kontrowersje w sędziowaniu, wywołujące sporą awanturę dotyczącą czerwonych kartek, karnych i spalonych.

Jak ptak z zapaleniem gardła, La Liga Loca nie może wyćwierkać chociażby dwóch słów na temat tych sytuacji (a dzięki dotarciu do domu około pieprzonej północy nie obejrzała żadnych powtórek), jednak zachęca czytelników bloga do powetowania tej straty.

Kolejne pozdro w stylu Tima Westwooda musi być przeznaczone dla Gonzalo Higuaína. Pod presją Argentyńczyk zachowuje olimpijski spokój. Ale kiedy jej brakuje, madrycki snajper ma tendencję do wywalania piłek w górne rejony trybun.

Może gdyby popracował nad tym drobnym defektem sprowadziłby Davida Villę do poziomu Arizmendiego. Może.

Getafe, Mallorca

Pierwsze domowe zwycięstwo Getafe i pobicie Espanyolu 3-0 przez Mallorkę ustawia tę dwójkę na pozycjach 7. i 8. Jak to możliwe, niech każdy odpowie sobie już samemu.




Simao

Kiedy La Liga Loca opuszczała swój penthouse kierując się na północ w kierunku Bernabeu, Atlético Madrid prowadziło 2-0 i wyglądało dosyć pewnie. Kiedy jednak dotarła na Zamek Szarej Czaszki, rojiblancos zostali królewsko oskubani nie gorzej niż Chelsy Davy* i przegrywali już 2-4.

W tym momencie zaczęto się zastanawiać, czy to nie doprowadzi do zwolnienia trenera Javiera Aguirre, nawet pomimo przedmeczowych wypowiedzi Enrique Cerezo, który dementował te pogłoski.

Jendak Simao poprzez swojego gola i asystę doprowadził do remisu psując tym samym całą piłkarską frajdę. Pozwolił też swojemu szefowi odetchnąć głęboko. Tak głęboko, że było to czuć aż na Florydzie.

“Kiedy nas zabili grając swój najlepszy futbol, znaleźliśmy w sobie wystarczająco dużo dumy by doprowadzić do wyrównania", zwierzył się Aguirre.

“Nie jestem wystarczająco inteligentny żeby uporządkować i zanalizować to kompletne szaleństwo”, wyznał Iñaki Díaz-Guerra w "AS". To tak, jak La Liga Loca.

Real Betis

Wielkie hurra dla Betisu z powodu ich drugiego zwycięstwa z rzędu. To jest pierwsza tak niesamowita seria dla Południowców odkąd spuścili Celcie i Nastikowi manto, którego nigdy nie zapomną. W sezonie 2006/07.

DZIEŃ NA MINUS

Pedja Mijatovic

La Liga Loca włączyła dziś rano komórkę znajdując na poczcie głosowej nagranie jakiegoś poirytowanego fana Athletic Bilbao, narzekającego na antybaskijską kampanię prowadzoną przez włodarzy Primera Division. To jednak jest już coroczny rytuał.

Jednak nie był on osamotniony w swoich refleksjach. Pedja Mijatovic jest przekonany, że “ktoś nie chce, żeby wygrali ligę po raz trzeci z rzędu”, podczas gdy trener Athletic, Joaquín Caparrós, poradził dyrektorowi sportowemu Realu “martwić się o Barcelonę, a nie sędziów”.

Tym razem La Liga Loca ma zamiar poprzeć "Markę". Bynajmniej nie za ocenienie Michela Salgado na 9 a Davida Villi na 5 w ich cotygodniowej rubryce niesamowitości, ale za odpowiedź Roberto Palomera skierowaną do nawiedzonych La Liga.

“Real Madryt powinien być sponsorowany przez Kleenex** ”, mówi autor w odpowiedzi na ich ostatnie zrzędzenie i ciągły płacz. “Żałosne” podsumowuje. “Sędzia był zły i tyle. Był zły dla obydwu stron”.

Sevilla

“Ał... ał... ał... ał... ał... ał.” To dźwięk trenera Sevilli, Manolo Jiméneza, kopiącego siebie - i Adriano - po goleniach w reakcji na porażkę 1-0 u siebie z Malagą. “Ał... ał... ał... ał... ał.”



Sergio Ramos

Biedny Sergio musiał ‘odpocząć’ w niedzielnym meczu przeciw Athletic Bilbao, ta przerwa dziwnie zbiegła się z jego niedawnymi skargami na swoją formę w ostatnich meczach.
Ramos ma prawo do wypowiedzenia się. Od pewnego czasu prasa hiszpańska jest dosyć krytyczna, jeśli chodzi o jego postawę na boisku. Obrońca chciał wytłumaczyć, w jaki sposób brak prawego pomocnika wystawia go na nadmierne odsłonięcie flanki, której broni.

“Nie może być tak, że atakujesz i chwilę później musisz się już bronić przed przeciwnikiem”, narzekał Sergio.
Jego zesłanie na ławkę było tylko “karą, która miała na celu zaspokoić próżność trenera” pisze Santiago Segurola poniedziałkowej Marce.

Osasuna, Racing

Porażki z Betisem i Numancią to kolejne powody do zmartwień dla tych dwóch kandydatów do spadku. Racing jest w minimalnie lepszej pozycji, jako że ma już za sobą przejście przez wyżymaczkę skonstruowaną z Sevilli, Barcy, Madrytu i Villarreal.

_________________


*Chelsy Davy - dziewczyna spotykająca się z księciem Harrym, w 2006 r. padła ofiarą napadu na restaurację, w której przebywała.

** Kleenex - koncern produkujący m.in. chusteczki Velvet :)

LLL: Prognozy na chłodny weekend – kolejka 8.

SOBOTA

Katalońscy wariaci, których drogi nigdy nie skrzyżowały się z byłym Tytanem Tottenhamu, a obecnie managerem Basel - Christianem Grossem śmigają jak kangur na cracku.

Zwariowana na punkcie Barcy prasa zareagowała na zuchwałe 5-0 Pepa, które podziurawiło jego przeciwników jak - nomen omen - szwajcarski ser z typową dla siebie troską i ostrożnością. A także baaardzo dziwnym przypadkiem umiarkowanej histerii.

“Sytuacja przedstawia się idealnie!” zakrzyknął na temat (nadal) czwartej w tabeli Barcelony w 'Sporcie' łatwo zadowalający się Josep Maria Casanovas.

“Drużyna Guardioli wie, czego może dokonać. Po raz pierwszy od wielu lat najważniejszą rzeczą jest drużyna, a nie jej skład.”

Pierwszy raz od tych mrocznych dni pod wodzą Franka Rijkaarda kiedy wygrali dublet, tak panie Josep?

Prognoza LLL - 1

NIEDZIELA

Recreativo (18.) vs Valencia (1.)

Zdobywając taką samą liczbę punktów w 7 kolejek, co Ronald Koeman w 22; wyciskając z Davida Villi 15 goli w 15-tu meczach i przekonując specjalistę od L-4, Vicente, że nie cierpi na pożerający organizm wirus, szkorbut, czy też DNA wykręcane w drugą stronę przez Ruskich, Unai Emery podejmuje się kolejnego wyzwania, jak dotąd największego w jego karierze - doprowadzenia Rubéna Barajy i Davida Albeldy do zgody.

Tych dwóch futbolowych awanturników pasuje do siebie jak Guti i Goethe, ale cudotwórca z Mestalla ma zamiar przekonać się, by dali sobie buziaka i pobawili się na zgodę. Dosłownie.

Prognoza LLL - 2

Sevilla (2.) vs Malaga (7.)

Sevilla będzie tu konsekwentnie pomijana dopóki Manolo Jiménez nie przestanie narzekać na kontuzje swoich napastników, a José Maria del Nido nie powie czegoś zupełnie chorego.

Prognoza LLL - 1

Numancia (20.) vs Racing (14.)

Po oszałamiającym sukcesie bezczelnej środowej sondy znowu czas na quiz. Temat nie jest nawet luźno powiązany z meczem tych dwóch beznadziejnych kandydatów do spadku.

W którym momencie ci szczwani geniusze z Marki zauważyli, że Real Madryt potrzebuje odpowiedniego zastępstwa za Davida Beckhama na prawą stronę?

a) Kiedy tylko ogłosił, że odchodzi do LA Galaxy.
b) Na koniec ostatniego sezonu, kiedy wytknęli Schusterowi, że nie może polegać wyłącznie na Sergio Ramosie robiącemu samemu całą grę z prawej strony.
c) Dzisiaj.

Prognoza LLL - X

Villarreal (3.) vs Atlético Madrid (8.)

Atmosfera życzliwości wytworzona na Vicente Calderón przy okazji love-parade zwanej też meczem Atlético-Liverpool w środowy wieczór trwała w Hiszpanii całe 24 godziny. Najważniejszą teraz sprawą w ogródku rojiblancos jest wiadomość o zwolnieniu nie Javiera Aguirre, a Sebastiana Truyolsa.

Biedny Seba, jeden z klubowych fizjoterapeutów, popełnił fatalną pomyłkę prosząc Ikera Casillasa o koszulkę po zakończeniu kolejnego przegranego z Realem meczu.

"To było niestosowne zachowanie," obruszyli się bezwzględni wyznawcy Atlético w reakcji na decyzję klubu o pozbawieniu Truyolsa jego źródła utrzymania.

La Liga Loca chciałaby spytać, czy to było aż tak niestosowne jak fałszowanie ksiąg klubowych, za które uznano winnym prezesa Enrique Cerezo? Czy też zgoda na baner wychwalający Jorga Haidera? Czy też...

Prognoza LLL - 1

Real Madrid (5.) vs Athletic Bilbao (17.)

Po kilku błogich, chociaż nudnych, tygodniach ciszy Ramón Calderón nie mógł się już powstrzymać i wyszedł na medialne pole minowe, aby porozmawiać z sympatykami Realu. I jak się okazało, obrazić ich przy okazji.

Prominent z Bernabeu wziął się za chwalenie wysiłków Ultra-Sur (“Generalizowanie jest nie fair w stosunku do nich. Oni śpiewają i wspierają drużynę”), aby następnie porównać ich z resztą fanów siedzących na widowni.

“Są ludzie(w pobliżu prezydenckiego balkonu), którzy nazywają mnie “******” albo “*** ** * *****”," narzekał gadatliwy Ramón.

Odpowiadamy: a co innego ma robić nasz blog podczas meczu poza oglądaniem Fernando Gago podającego piłkę na out?

Prognoza LLL – 1