„Wydaje się, że Platini i spółka będą spędzali ten tydzień na forach poświęconych różnego rodzaju spiskom”, westchnął zniechęcony i podłamany Iñaki Díaz-Guerra w „AS-ie”.
A po krótkim zerknięciu na królestwo szalonych, krainę gburów, siedzibę zdezorientowanych i dotkniętych – zwaną także „Marką” - staje się jasne, że gazeta dostrzegła we wtorkowej potwarzy na Anfield delikatny dotyk pewnego Francuza.
„Kolejne złodziejstwo Platiniego”, krzyczy pierwsza strona „Marki”. „Bez Torresa, bez Agüero, bez hańby!”, brzmiał pomeczowy raport. „Chociaż Atlético zostało okradzione, jego piłkarze mogą dumnie unieść głowy”, wyjaśnia się na łamach gazety chociaż raz nie wspominając o skądinąd niefortunnej i podejrzanej reputacji gospodarzy z Anfield.
„Patrz! Siedzi z Calderónem! To dowód!”
Całe Atlético biega jak opętane. „Najpierw zamykają nam Calderón, później zabierają trenera na dwa mecze, a teraz gwiżdżą karnego z kapelusza”, grzmi wychudzony Francisco Pernia (jego drobne na lunch pewnie podwędził Maniche).
W tej sytuacji nawet Steven Gerrard wyraził swoje współczucie. „Gdyby chodziło o nas, to my bylibyśmy sini z gniewu”, powiedział kapitan The Reds w bardzo spóźnionym wyrazie szczerości.
Także Barcelona wyszła z potyczki przeciwko Basel z zaledwie jednym punktem. I ponownie ten wynik wydobył wszystko, co najgorsze z katalońskich ćpunów, jak „Mundo Deportivo”, czy też „Sport”. Nawiasem mówiąc, ten ostatni obiecując zwycięstwo przeprowadził we wtorek kampanię mającą przyciągnąć widzów na stadion.
„To powinna być nauczka”, napisał Lluís Mascaro z zadowoleniem na twarzy odkręcając kota ogonem. „Nie ma czegoś takiego, jak mizerny przeciwnik”. Pomijając drobny fakt, że jest to przekaz, który Pep Guardiola i Joan Laporta starali się nadać światu kiedy to te pacany z lokalnej prasy były zajęte wymyślaniem kolejnych wspaniałych nazw dla ich – obecnie upadłych – aniołów.
„On jest trochę zazdrosny o te dziewięć Pucharów Europy, które my wygraliśmy”, chwalił się Calderón rozciągając słowo „my” do nieskończoności. „Widzi, że puchary nie powędrowały do niego i nie będzie miał już czasu żeby je zdobyć”, kontynuował bredzący Ramon.
Zaraz później, najważniejszy człowiek Realu skupił się na swoim arcy-przeciwniku, Florentino Perezie – człowieku mającym podobno wrócić do zabawy na koszt Zamku Szarej Czaszki. „To jest człowiek, który porzucił klub, to przez niego mieliśmy czterech prezydentów przez sześć miesięcy!”, klnął Calderón.
Oczywiście obecny zarządca nigdy by nie popełnił czegoś tak pochopnego. No, może poza zwolnieniem trenera, który zdobył mistrzostwo. No i poza pozbyciem się Beckhama z klubu. No i jeszcze... albo też....i....

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz